Patroni - Parafia Góra Puławska

Parafia Rzymskokatolicka Św. Wojciecha w Górze Puławskiej
Przejdź do treści
NASZ PATRON
Święty Wojciech, biskup i męczennik
główny patron Polski
uroczystość 23 kwietnia
Wojciech urodził się ok. 956 roku w możnej rodzinie Sławnikowiców w  Lubicach (Czechy). Ojciec jego, Sławnik, był głową możnego rodu,  spokrewnionego z dynastią saską, panującą wówczas w Niemczech. Matka  Wojciecha, Strzeżysława, również pochodziła ze znakomitej rodziny, być  może z Przemyślidów, którzy wówczas rządzili państwem czeskim. Wojciech  był przedostatnim z siedmiu synów Sławnika. W najstarszym rękopisie imię  jego brzmi Wojetech. Wedle pierwotnych planów ojca, Wojciech miał być  rycerzem. Ostatecznie o jego przeznaczeniu do stanu duchownego według  biografów zdecydowała jego choroba. Rodzice złożyli ślub, że gdy syn  wyzdrowieje, będzie oddany Bogu na służbę. Nie można tego wykluczyć.  Wydaje się jednak, że przyczyna była inna: taki był po prostu zwyczaj w  owych czasach, że gdy można rodzina miała więcej synów czy córek,  przeznaczała ich do stanu duchownego na opatów, ksienie czy biskupów.
W 968 roku papież Jan XIII, dzięki inicjatywie cesarza Ottona I,  ustanowił w Magdeburgu metropolię jako biskupstwo misyjne dla nawracania  zachodnich Słowian. Pierwszym arcybiskupem tego miasta został św.  Adalbert (+ 981), który poprzednio był opatem benedyktyńskim w  Weissenburgu (Alzacja). Pod jego opiekę Wojciech został wysłany jako  16-letni młodzieniec w 972 roku. Na dworze metropolity kształcił się w  szkole katedralnej, pod czujnym okiem znanego uczonego, Otryka. Tu się też przygotowywał przez prawie 10 lat (972-981) do swoich przyszłych duchownych obowiązków. Z wdzięczności dla metropolity przybrał sobie  jego imię i jako Adalbert figuruje we wszystkich późniejszych  dokumentach. Pod tym imieniem jest znany i czczony w Europie.


Biografie wspominają, że do Wojciecha dołączył się również później jego  młodszy, przyrodni brat, Radzim. Mieli do dyspozycji własną służbę.  Ojciec hojnie zaopatrywał wszystkie potrzeby synów.
Po śmierci metropolity Adalberta 25-letni Wojciech wrócił do Pragi. Zastał tam pierwszego biskupa łacińskiego Pragi i Czech, Dytmara, który od roku 973 rządził diecezją. Był Niemcem i zależał od metropolii w  Moguncji.
Wojciech był już wtedy subdiakonem. W Pradze przyjął pozostałe  święcenia (981). W styczniu 982 r. biskup Dytmar zmarł. Wojciech był świadkiem jego  śmierci i kajania się, że był pasterzem złym, chociaż kronikarze piszą,  że był pobożny i gorliwy. Zjazd w Lewym Hradcu pod przewodnictwem  księcia Bolesława wytypował na następcę Dytmara Wojciecha. Nominację  jednak musiał zatwierdzić cesarz. Otton II był zajęty właśnie wyprawą  wojenną na południe Italii. Dopiero w roku 983 zwołał sejm Rzeszy do  Werony i tam zatwierdził Wojciecha. W tym samym roku dnia 29 czerwca  odbyła się także konsekracja Wojciecha na biskupa, której dokonał  metropolita Moguncji, św. Willigis (+ 1011). Tak więc Wojciech był  pierwszym biskupem narodowości czeskiej w Czechach.
Wojciech wszedł do swojej biskupiej stolicy, Pragi, boso. Miał wtedy  zaledwie 27 lat. Jego hagiografowie są zgodni, że jego dobra biskupie  nie były zbyt wielkie. Dzielił je: na utrzymanie budynków i sprzętu  kościelnego, na potrzeby kleru katedralnego i diecezjalnego, na potrzeby  własne, które były w tych wydatkach najmniejsze, i na ubogich.  Zaopatrywał ich potrzeby i sam ich odwiedzał, słuchał pilnie ich skarg i  potrzeb, odwiedzał więzienia, a przede wszystkim targi niewolników.  Praga leżała na szlaku ze wschodu na zachód. Handlem ludźmi zajmowali  się Żydzi, dostarczając krajom mahometańskim niewolników.


Biograf pisze, że św. Wojciech miał mieć pewnej nocy sen, w którym usłyszał skargę  Chrystusa: „Oto ja jestem znowu sprzedany, a ty śpisz?”. Scenę tę  przedstawia jeden z obrazów drzwi gnieźnieńskich, które powstały ok.  1127 r.
Sytuacja Kościoła w Czechach w owym czasie nie była łatwa. Był on uzależniony od kaprysu możnych i władcy. Nie mniejsze kłopoty miał  Wojciech z duchownymi. Wprowadzenie zasad życia wspólnego szło opornie  wśród duchowieństwa katedralnego. Św. Bruno z Kwerfurtu stwierdza, że  „duchowni żenili się jawnie”. Możnych zraził sobie Wojciech  przypomnieniem zakazu wielożeństwa, gromieniem za wiarołomność oraz za  związki małżeńskie z krewnymi. Nie liczono się ze świętami, łamano  posty. Kiedy Wojciech zobaczył, że jego napomnienia są daremne, a złe  obyczaje dalej się szerzą, po pięciu latach rządów (983-988) postanowił  opuścić swą stolicę. Najpierw udał się do Moguncji, po poradę do  metropolity Willigisa. Następnie skierował swoje kroki, za jego zgodą,  do Rzymu, aby u papieża szukać rady i prosić o zwolnienie z obowiązków.  Od cesarzowej Konstantynopola Wojciech otrzymał znaczny zasiłek w  srebrze, by po zrzeczeniu się biskupstwa miał środki na swoje  utrzymanie. Wojciech rozdał jednak srebro między ubogich, a orszak  biskupi odprawił do Czech.
Papież Jan XV przyjął z miłością udręczonego biskupa Pragi. Nie zwolnił  go wprawdzie z obowiązków, ale pozwolił mu na pewien czas od nich się  oddalić. Wojciech postanowił więc udać się pieszo z bratem Radzimem do  Ziemi Świętej jako pielgrzym. Kiedy po drodze znalazł się na Monte  Cassino, tamtejsi mnisi chcieli go zatrzymać u siebie, aby wyświęcał ich  kościoły i mnichów na kapłanów. Byli bowiem wtedy w zatargu z  miejscowym biskupem. Święty na to jednak się nie zgodził. Udał się dalej  na południe do Gaety. W pobliżu miasta zatrzymał się i spotkał się ze  słynnym mnichem bazyliańskim, św. Nilem. Ten poradził mu, aby wstąpił do  benedyktynów w Rzymie. Tak też św. Wojciech uczynił. Przyjął go w  opactwie świętych Bonifacego i Aleksego na Awentynie jego przełożony,  Leon. Wraz ze swoim bratem, bł. Radzimem, w Wielką Sobotę w roku 990  Wojciech złożył profesję zakonną. Jego żywoty podają, że z wielką pokorą  wypełniał wszystkie obowiązki zakonne, jakby od dawna był jednym z  mnichów. W tym czasie w rządach diecezją praską zastępował go biskup  Miśni, Falkold. W charakterze mnicha Wojciech przebywał w Rzymie w  latach 989-992 (w wieku 33-36 lat).

W 992 r. zmarł Falkold. Czesi udali się do metropolity w Moguncji, aby  zmusić Wojciecha do powrotu. Ten natychmiast przez posłów wysłał dwa  listy: do Wojciecha i do papieża. Papież zwołał synod i po naradzie  nakazał Wojciechowi wracać do Pragi. Po trzech i pół roku Wojciech  opuścił klasztor, zabrał ze sobą kilkunastu zakonników z opactwa i  założył nowy klasztor w Brzewnowie pod Pragą. Potem zabrał się do budowy  kościołów tam, gdzie były osady ludzkie. Dotąd bowiem kościoły były w  zasadzie jedynie przy grodach możnych panów. W porozumieniu z księciem  wprowadzono dziesięciny, aby Kościołowi w Czechach zapewnić stałe  dochody. Wojciech wysłał misjonarzy na Węgry. Sam też tam się udał. Stąd  powstała opowieść, że udzielił chrztu (według innych źródeł –  bierzmowania) św. Stefanowi, przyszłemu władcy Węgier.
Te obiecujące poczynania zakończyły się jednak niebawem zupełną klęską.  Zaważył na tym bezpośrednio następujący wypadek: na dworze książęcym w  Pradze pochwycono na cudzołóstwie kobietę z możnego rodu Werszowców.  Urażony śmiertelnie mąż zamierzał ją zabić. Ta jednak schroniła się do  Wojciecha. Biskup udzielił jej azylu w klasztorze benedyktynek, który  stał w pobliżu zamku przy kościele św. Jerzego. Wpadli tam siepacze,  wywlekli ofiarę i zamordowali ją na miejscu. Wojciech rzucił na nich  klątwę. W akcie zemsty Werszowcowie napadli na rodzinny gród Wojciecha.  Gród spalono, ludność zapędzono w niewolę, wymordowano także czterech  braci Wojciecha wraz z ich żonami i dziećmi. Działo się to 28 września  995 roku. Ocalał tylko najstarszy brat Wojciecha, Sobiebór, który w tym  czasie był poza granicami Czech. Sytuacja była tak gorąca, że Wojciech  nie był pewny nawet swojego życia. Złamany tymi wydarzeniami, po  zaledwie niecałych trzech latach udał się potajemnie ponownie do Rzymu.  Na Awentynie przyjęto go serdecznie. Papież również okazał mu dużo  życzliwości.
Niestety, w 996 r. Jan XV umarł. W maju 996 r. odbył się w Rzymie synod,  na którym metropolita Moguncji, św. Willigis, oskarżył Wojciecha, że  ten bezprawnie opuścił swoją stolicę. Synod nakazał Wojciechowi pod  grozą klątwy powrót. Wojciech udał się więc do Moguncji, czekając na  decyzję cesarza, gdyż tylko on mógł siłą wprowadzić Wojciecha do Pragi,  zbuntowanej przeciwko swojemu pasterzowi. Ponieważ cesarz zwlekał jednak  z wyprawą orężną, czekając, aż Czesi sami uznają swoją winę, Wojciech  skorzystał z okazji i odwiedził Francję, a w niej – jako pielgrzym –  nawiedził grób św. Marcina w Tours, św. Benedykta we Fleury i św.  Dionizego w Saint-Denis pod Paryżem. Kiedy zaś nadal powrót św.  Wojciecha był niemożliwy, biskup udał się do Polski z postanowieniem  oddania się pracy misyjnej wśród pogan. Było to późną jesienią 996 roku.  Otton III wyraził na to zgodę, gdy Czesi przysłali Wojciechowi  ostateczną odpowiedź, że nie godzą się na jego powrót.

Bolesław Chrobry bardzo ucieszył się na wiadomość, że do Polski ma  przybyć biskup Wojciech. Słyszał o nim wiele od jego rodzonego brata,  Sobiebora, któremu wcześniej udzielił schronienia. Król chciał zatrzymać  Wojciecha u siebie jako pośrednika w misjach dyplomatycznych. Kiedy  jednak Wojciech stanowczo odmówił i wyraził chęć pracy wśród pogan,  powstała myśl nawrócenia Wieletów na zachodzie. Z powodu jednak  trwającej tam wówczas wojny ostatecznie urządzono wyprawę misyjną do  Prus. Bolesław Chrobry dał Wojciechowi do osłony 30 wojów. Biskupowi  towarzyszył tylko jego brat, bł. Radzim, i subdiakon Benedykt Bogusza,  który znał język pruski i mógł służyć za tłumacza. Działo się to wczesną  wiosną 997 roku. Wojciechowi przypisuje się ufundowanie pierwszych  klasztorów benedyktyńskich na ziemiach polskich. Za swojego fundatora  uważają Wojciecha opactwa w Międzyrzeczu, Trzemesznie i w Łęczycy (Tum).
Wisłą udał się Wojciech do Gdańska, gdzie przez kilka dni głosił  Ewangelię tamtejszym Pomorzanom. Stąd udał się w dalszą drogę. Aby nie  nadawać swojej misji charakteru wyprawy wojennej, Wojciech oddalił  żołnierzy. Niedługo potem dziki tłum otoczył misjonarzy i zaczął im  złorzeczyć. Jeden z pogan uderzył biskupa wiosłem w plecy, aż mu  brewiarz wypadł z rąk. Kiedy Wojciech zorientował się, że Prusy nie chcą  nawrócenia, postanowił zakończyć misję powrotem do Polski. Prusowie  poszli za nim. Miejsca męczeńskiej śmierci nie udało się uczonym dotąd  zidentyfikować. Mogło to być w okolicy Elbląga lub Tękit (Tenkitten). 23  kwietnia 997 roku w piątek o świcie zbrojony tłum Prusów otoczył trzech  misjonarzy: św. Wojciecha, bł. Radzima i subdiakona Benedykta Boguszę.  Ledwie skończyła się odprawiana przez biskupa Wojciecha Msza św.,  rzucono się na nich i związano ich. Zaczęto bić Wojciecha, ubranego  jeszcze w szaty liturgiczne, i zawleczono go na pobliski pagórek. Tam  pogański kapłan zadał mu pierwszy śmiertelny cios. Potem 6 włóczni  przebiło mu ciało. Odcięto mu głowę i wbito ją na żerdź. Przy zwłokach  pozostawiono straż. W chwili zgonu Wojciech miał 41 lat.


Po pewnym czasie wypuszczono na wolność bł. Radzima i kapłana Benedykta  ze skierowaną do króla Polski propozycją oddania ciała św. Wojciecha za  odpowiednim okupem. Król Polski sprowadził je najpierw do Trzemeszna, a  potem uroczyście do Gniezna. Cesarz Otto III na wiadomość o śmierci  męczeńskiej przyjaciela natychmiast zawiadomił o niej papieża z prośbą o  kanonizację. Była to pierwsza w dziejach Kościoła kanonizacja,  ogłoszona przez papieża, gdyż dotąd ogłaszali ją biskupi miejscowi. Na  żądanie papieża sporządzono najpierw żywot Wojciecha na podstawie zeznań  naocznych świadków: bł. Radzima i Benedykta. W oparciu o ten żywot  papież Sylwester II jeszcze przed rokiem 999 dokonał uroczystego  ogłoszenia Wojciecha świętym. Dzień święta wyznaczył papież zgodnie ze  zwyczajem na dzień jego śmierci, czyli na 23 kwietnia. Wtedy także  zapadła decyzja utworzenia w Polsce nowej, niezależnej metropolii w  Gnieźnie, której patronem został ogłoszony św. Wojciech.
W marcu roku 1000 Otto III odbył pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha w  Gnieźnie. Wtedy – podczas spotkania z Bolesławem Chrobrym – została  uroczyście proklamowana metropolia gnieźnieńska z podległymi jej  diecezjami w Krakowie, Kołobrzegu i Wrocławiu. Otto III opuścił Polskę  obdarowany relikwią ramienia św. Wojciecha. Jej część umieścił w  Akwizgranie, a część na wysepce Tybru w Rzymie, w obu miejscach fundując  kościoły pod wezwaniem św. Wojciecha.


Św. Wojciech stał się patronem Kościoła w Polsce. Jego kult szybko  ogarnął Węgry, Czechy oraz kolejne kraje Europy. Wojciech jest jednym z  trzech głównych patronów Polski (obok NMP Królowej Polski i św.  Stanisława ze Szczepanowa, biskupa i męczennika). Jest też patronem  archidiecezji gnieźnieńskiej, gdańskiej, warmińskiej i diecezji  koszalińsko-kołobrzeskiej oraz miast, m.in. Gniezna, Trzemeszna,  Serocka. Ku czci św. Wojciecha zostały zrobione słynne drzwi  gnieźnieńskie, na których w 18 obrazach-płaskorzeźbach, wykonanych w  brązie, są przedstawione sceny z życia św. Wojciecha. Św. Bruno Bonifacy z Kwerfurtu, również benedyktyn, biskup i przyszły męczennik, napisał  około 1004 r. zachowany do dzisiaj „Żywot św. Wojciecha”.

W ikonografii Święty występuje w stroju biskupim, w paliuszu, z  pastorałem. Jego atrybuty to także orzeł, wiosło oraz włócznie, od  których zginął.




NASZA PATRONKA
Matka Boża Bolesna
uroczystość 15 września
"Oto Ten przeznaczony jest na upadek... A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu" (Łk 2, 34a. 35).
Tymi słowami prorok Symeon, podczas ofiarowania Jezusa w świątyni,  zapowiedział Maryi cierpienie. Maryja, jako najpokorniejsza i  najwierniejsza Służebnica Pańska, miała szczególny udział w dziele  zbawczym Chrystusa, wiodącym przez krzyż.
Przez wiele stuleci Kościół obchodził dwa święta dla uczczenia cierpień  Najświętszej Maryi Panny: w piątek przed Niedzielą Palmową - Matki Bożej  Bolesnej oraz 15 września - Siedmiu Boleści Maryi. Pierwsze święto  wprowadzono najpierw w Niemczech w roku 1423 w diecezji kolońskiej i  nazywano je "Współcierpienie Maryi dla zadośćuczynienia za gwałty,  jakich dokonywali na kościołach katolickich husyci". Początkowo  obchodzono je w piątek po trzeciej niedzieli wielkanocnej. W roku 1727  papież Benedykt XIII rozszerzył je na cały Kościół i przeniósł na piątek  przed Niedzielą Palmową.
Drugie święto ma nieco inny charakter. Czci Maryję jako Matkę Bożą  Bolesną i Królową Męczenników nie tyle w aspekcie chrystologicznym, co  historycznym, przypominając ważniejsze etapy i sceny dramatu Maryi i Jej  cierpień. Święto to jako pierwsi zaczęli wprowadzać serwici. Od roku  1667 zaczęło się ono rozszerzać na niektóre diecezje. Pius VII w roku  1814 rozszerzył je na cały Kościół, a dzień święta wyznaczył na trzecią  niedzielę września. Papież św. Pius X ustalił je na 15 września. W  Polsce oba święta rychło się przyjęły. Już stary mszał krakowski z 1484  r. zawiera Mszę De tribulatione Beatae Virginis oraz drugą: De quinque doloribus B. M. Virginis. Również mszały wrocławski z 1512 roku i poznański z 1555 zawierają te Msze.
Oba święta są paralelne do świąt Męki Pańskiej, są w pewnym stopniu ich  odpowiednikiem. Pierwsze bowiem święto łączy się bezpośrednio z Wielkim  Tygodniem, drugie zaś z uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego.  Ostatnia zmiana kalendarza kościelnego zniosła pierwsze święto,  obchodzone przed Niedzielą Palmową.

Od XIV w. często pojawiał się motyw siedmiu boleści Maryi. Są nimi:
1. Proroctwo Symeona (Łk 2, 34-35)
2. Ucieczka do Egiptu (Mt 2, 13-14)
3. Zgubienie Jezusa (Łk 2, 43-45)
4. Spotkanie z Jezusem na Drodze Krzyżowej (Ewangelie o nim nie wspominają)
5. Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa (Mt 27, 32-50; Mk 15, 20b-37; Łk 23, 26-46; J 19, 17-30)
6. Zdjęcie Jezusa z krzyża (Mk 15, 42-47; Łk 23, 50-54; J 19, 38-42)
7. Złożenie Jezusa do grobu (Mt 27, 57-61; Mk 15, 42-47; Łk 23, 50-54; J 19, 38-42)

Jest rzeczą niezaprzeczalną, że Maryja wiele wycierpiała jako Matka  Zbawiciela. Nie wiemy, czy dokładnie wiedziała, co czeka Jej Syna.  Niektórzy pisarze kościelni uważają to za rzecz oczywistą. Ich zdaniem,  skoro Maryja została obdarzona szczególniejszym światłem Ducha Świętego  odnośnie do rozumienia ksiąg świętych, gdzie w wielu miejscach i nieraz  bardzo szczegółowo jest zapowiedziana męka i śmierć Zbawiciela świata,  to również wiedziała o przyszłych cierpieniach Syna. Inni pisarze,  powołując się na miejsca, gdzie kilka razy jest podkreślone, że Maryja  nie rozumiała wszystkiego, co się działo, są przekonani, że Maryja nie  była wtajemniczona we wszystkie szczegóły życia i śmierci Jej Syna.
Maryja nie była tylko biernym świadkiem cierpień Pana Jezusa, ale miała w  nich najpełniejszy udział. Jest nie do pomyślenia nawet na płaszczyźnie  samej natury, aby matka nie doznawała cierpień na widok umierającego  syna. Maryja cierpiała jak nikt na ziemi z ludzi. Zdawała sobie bowiem  sprawę z tego, że Jej Syn jest Zbawicielem rodzaju ludzkiego.

Wśród świętych, którzy wyróżniali się szczególniejszym nabożeństwem do  Matki Bożej Bolesnej, należy wymienić siedmiu założycieli zakonu  serwitów (w. XIII), św. Bernardyna ze Sieny (+ 1444), bł. Władysława z  Gielniowa (+ 1505), św. Pawła od Krzyża, założyciela pasjonistów (+  1775) i św. Gabriela Perdolente, który sobie obrał imię zakonne Gabriel  od Boleści Maryi (+ 1860).

 
Ikonografia chrześcijańska zwykła przedstawiać Matkę Bożą Bolesną  w trojaki sposób: najdawniejsze wizerunki pokazują Maryję pod krzyżem  Chrystusa, nieco późniejsze (od XIV w.) w formie Piety, czyli jako  rzeźbę lub obraz Maryi z Jezusem złożonym po śmierci na Jej kolanach. W  tym czasie pojawiają się obrazy i figury Maryi z mieczem, który przebija  jej pierś lub serce. Potem pojawia się więcej mieczy - do siedmiu  włącznie. Znany jest także średniowieczny hymn Stabat Mater,  opiewający boleści Maryi. Wątek współcierpienia Maryi w dziele  odkupienia znajduje swoje odzwierciedlenie także w znanym polskim  nabożeństwie wielkopostnym (Gorzkie Żale).

Przez wspomnienie Maryi Bolesnej uświadamiamy sobie cierpienia, jakie  były udziałem Matki Bożej, która - jak nikt inny - była zjednoczona z  Chrystusem, również w Jego męce, cierpieniu i śmierci.
Copyright © 2020 Parafia Św. Wojciecha w Górze Puławskiej
 Statystyki
Wróć do spisu treści